- W poniedziałek dostałam zgłoszenie od anonimowej osoby. Wiedziałam tylko, że w jednym gospodarstwie za stodołą są zabite psy i że ta rodzina lubi nadużywać alkoholu, że jest znana policji. Pojechałam na interwencję z wolontariuszem z naszego schroniska w Skaryszewie. Weszliśmy na podwórko, otworzyła nam starsza pani, powiedzieliśmy, że to rutynowa kontrola na większości posesji - wspomina Katarzyna Piasecka z Mondo Cane. - Udaliśmy się natychmiast za stodołę. Jeden z mężczyzn, ok. 30-letni, mówił, że tu nic nie ma, niczego nie znajdziemy, że psy ma na podwórku. Dojrzeliśmy jednak wykopany, duży dół, a w nim dwie suczki, matkę i córkę, sunię, która urodziła trzy miesiące temu. Wtedy zaczęłam nagrywać - opowiada Piasecka.



"Nie dawałem sobie rady"

Na nagraniu słychać m.in., jak jeden z mężczyzn mówi, że nie dawał sobie rady z psami, nie mógł ich wykarmić. Więc zabił. - Na miejsce od razu wezwaliśmy policję. Młodszy mężczyzna przyznał się, że je zabił siekierą, powiedział, że jak ktoś ma pójść siedzieć, to żeby to był on - relacjonuje Piasecka.
Pozostało 80% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.