W okolicach skrzyżowania ulic Limanowskiego i Przechodniej, gdzie dziś stoją bursa, Zespół Szkół Technicznych i domki jednorodzinne, był kiedyś piaszczysty cypel, który opływały wody Potoku Południowego. Może miejsce to było nadzwyczaj malownicze albo po prostu wygodne, dziś trudno powiedzieć, na pewno wydało się atrakcyjne dawnym mieszkańcom tych ziem. Najpierw zbudowano w tym miejscu osadę, a potem założono cmentarz.

Dziś ta okolica też jest atrakcyjna – dla archeologów. Trzy raz prowadzono tam wykopaliska. Zbadano relikty osady i wczesnośredniowieczny cmentarz, na którym chowano zmarłych w drugiej połowie XI w. Nekropolii używano przez ponad sto lat.

Po raz pierwszy wykopaliska u zbiegu ulic Przechodniej i Limanowskiego prowadzono w 1923 r., kolejne badania odbyły się w czasie II wojny światowej. Badacze wrócili w ten rejon w 1966 r. Wtedy podczas budowy internatu odkryto ludzkie szczątki. Zanim zdecydowano się powiadomić archeologów, część nekropolii została zniszczona. Nie jest wykluczone, że kiedyś archeolodzy wrócą na ten teren, bo choć podczas tych trzech etapów prac odkryto w sumie 125 grobów, to na pewno wiele znajduje się wciąż pod ziemią. Archeolodzy na podstawie topografii terenu i zagęszczenia pochówków szacują, że cmentarzysko mogło liczyć nawet około 300-400 grobów.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej