W 2003 r. w referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej w powiecie szydłowieckim wzięło udział 47 proc. uprawnionych. 71 proc. było na tak. Najbardziej zdeklarowani do akcesji byli sami szydłowiecczanie – 76 proc. zagłosowało za, najwięcej wątpliwości mieli mieszkańcy gminy Mirów – tu głosy za i przeciw rozłożyły się po połowie.

W poniedziałkowe przedpołudnie, na dwa tygodnie przed wyborami europejskimi, pytamy o nie przechodniów na Rynku Wielkim i odchodzących od niego uliczkach Szydłowca. – Myśli pani, że ci, którzy głosowali za wejściem do Unii, myśleli wtedy, że takie miasta jak Szydłowiec się zmienią? Że będzie można dostawać pieniądze na drogi, zabytki? – powątpiewa mężczyzna po pięćdziesiątce. – Mnie się wydaje, że tutaj każdy tylko czekał, żeby otworzyli granice. Bo przecież u nas wszystko upadło i całe rodziny siedziały w kolejkach w urzędzie pracy – dodaje.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej