– Sytuacja stała się nie do zniesienia. O tym, co wyprawia komendant Podlewski, wiedzą jego przełożeni, ale nic z tym nie robią. A on powtarza, że jest nie do ruszenia, że Wojtek nie da mu krzywdy zrobić. Podobno to za jego sprawą odwołano ze stanowiska komendanta miejskiego policji Sławomira Reka, żeby Podlewskiemu krzywdy nie zrobił. Jesteśmy zdeterminowani, wielu policjantów z tego powodu odeszło stąd z pracy – mówią anonimowo pracownicy komisariatu II w Radomiu.

Pod koniec lutego tego roku prokuratura otrzymała anonimowe pismo, w którym podwładni komendanta Podlewskiego poinformowali śledczych o nieprawidłowościach na komisariacie. Pisali o przyznawaniu nagród w wysokich kwotach „swoim” policjantom, którzy za otrzymanie nagrody musieli się rewanżować pewną kwotą, nierównym obciążaniem pracą, faworyzowaniem jednych funkcjonariuszy kosztem innych. Mowa też była o postępowaniach dyscyplinarnych wszczętych wobec komendanta Podlewskiego, które następnie umarzano z powodu przedawnienia, o wydaniu przez niego rozkazu policjantom, aby w kampanii wyborczej do samorządu jesienią 2018 r. pilnowali nocami plakatów kandydatów z Prawa i Sprawiedliwości, wreszcie o powoływaniu się na wpływy szwagra i zastraszaniu policjantów, którzy z tego powodu odchodzili na emerytury albo prosili o przeniesienie do innych jednostek.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej