Michał księdza zobaczył po wielu latach w internecie. Był grudzień 2018 r. Transmitowano uroczystość z przyznania Medalu 100-lecia Odzyskania Niepodległości. Ks. Stanisław Sikorski był jednym z uhonorowanych. Stał dumny wśród innych działaczy opozycyjnych.

– Łzy pociekły mi po twarzy. Mnie, dorosłemu facetowi. Bo wszystko do mnie wróciło. Wszystko, co mi robił – mówi Michał. Przez lata wyparł złe wspomnienia, nie chciał i nie pamiętał. Teraz znów zobaczył bezbronnego chłopca oddanego pod opiekę księdzu. Chłopca, który nie umiał się bronić i nie umiał komukolwiek powiedzieć o krzywdzie, która go spotkała. Teraz to w nim pękło.

Michał założył na Facebooku profil „Ofiary ks. Sikorskiego”. Zaapelował do innych o zgłaszanie się. Bo tego, że nie był jedyny, jest pewny.

„Ksiądz Stanisław Sikorski był w tamtym czasie opiekunem ministrantów. (…) Opisane niżej czyny księdza dotyczą lat około 1986–1989. Miałem wtedy mniej więcej 9 do 12 lat” – tak zaczął dokument pod tytułem „Zgłoszenie molestowania seksualnego przez księdza Stanisława Sikorskiego”, który kilka dni temu przysłał do kurii diecezji radomskiej. Domaga się wszczęcia procesu kanonicznego, uniemożliwienia sprawcy kontaktu z dziećmi, przekazania informacji o wszystkich działaniach sprawcy świeckim organom ścigania, również poprzednich zgłoszeń czynów o podobnym charakterze.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej