Artykuły był opublikowany w "Gazecie Wyborczej" w listopadzie 2011.

26 czerwca do radomskiego szpitala 19-letnia matka przywiozła czteromiesięczne niemowlę. Lekarze znaleźli na jego ciele liczne obrażenia. Stwierdzili tzw. zespół dziecka potrząsanego (chłopiec miał m.in. krwawe wybroczyny w gałkach ocznych) i skierowali na dalszą diagnozę. Chłopczyka przewieziono do Szpitala Dziecięcego w Warszawie. Po kolejnych badaniach lekarze stwierdzili już "podejrzenie zespołu dziecka maltretowanego". Zawiadomili policję w Warszawie i sąd rodzinny w Radomiu.

Pismo do sądu dotarło 4 lipca, jeszcze tego samego dnia zdecydowano o wysłaniu kuratora, aby sprawdził sytuację rodzinną dziecka. Kurator poszedł następnego dnia, ale nikogo nie zastał. Chłopiec z matką nadal był w szpitalu w Warszawie. Sąd poprosił więc placówkę, aby dała znać, gdy dziecko będzie wypisywane. Stało się to 8 lipca. Tego dnia kurator znów nikogo w domu nie zastał, ale wrócił kolejnego dnia i przeprowadził wywiad. W sprawozdaniu do sądu napisał, że nie widział niczego niepokojącego.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej