Reportaż ukazał się w "Gazecie Wyborczej" 4 października 1996 roku

W takim mieście jak Szydłowiec zagląda się przechodniom w twarze. Rodzinę P. znają z kościoła, ulicy, targowiska. Ostatnio ludzie nie odpowiadają im na "dzień dobry". Od czasu, gdy okazało się, że Marcin P. udusił swoją siostrę Agnieszkę, a rodzice pomogli mu ukryć morderstwo.

Zjedli kolację, pojechali

O szóstej rano Marcin zszedł do pokoju siostry. Drzwi były uchylone. Usiadł na brzegu wersalki. Rozmawiali. Nagle się zdenerwował. Rzucił Agnieszkę twarzą do podłogi. Sięgnął po kabel od magnetofonu. Zaczął dusić.

Za ścianą był pokój matki. Agnieszka krzyczała: "Nie zabijaj mnie, bracie". ("W uścisku duszenia przewodem elektrycznym moją siostrę Agnieszkę K. trzymałem około minuty lub dwóch" - zeznał potem Marcin).

Poszedł do mamy. Nie spała. - Zabiłem Agnieszkę - powiedział. Przyjęła to spokojnie. W korytarzu spotkali ojca. Weszli w trójkę do pokoju. Ojciec zapłakał.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej