– Bez tych konsultacji [przedwstępne konsultacje dotyczące administracyjnego podziału ruchu na Lotnisku Chopina – przyp. red.] wiadomo, że nikt się nie chce przeprowadzić do Radomia – mówi na początku kwietnia na antenie TVN24 BiS Adrian Furgalski, ekspert do spraw transportu z Zespołu Doradców TOR. – Takie próby były, były czeskie linie lotnicze, były polskie linie Sprint Air. Wszyscy z tego lotniska uciekli – wtóruje mu ekspert lotniczy Eryk Kłopotowski.

Nieco ponad trzy tygodnie później Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze” informuje, że podpisało list intencyjny z Itaką, największym biurem podróży w Polsce.

Z Radomia nie latał prawie żaden samolot, bo nie mógł

Podobne opinie słyszeliśmy kilka tygodni wcześniej, kiedy PPL unieważniał pierwszy przetarg na przedłużenie drogi startowej. Wykonawcy nie udało się wtedy wybrać, bo jedyna oferta opiewała na niebagatelną kwotę blisko 290 mln zł. Mariusz Szpikowski, prezes Portów Lotniczych, tłumaczył, że to skutek źle przygotowanej dokumentacji jeszcze w miejskiej spółce Port Lotniczy Radom, a w drugim przetargu oferty będą znacznie tańsze. Ale wtedy pojawiają się nagłówki „Brakuje pieniędzy na lotnisko w Radomiu”. Kilka dni temu PPL rozstrzygnął drugi przetarg. Jest drożej, niż na samym początku zakładał zarządzający lotniskiem w Radomiu (89 mln zł), ale dwukrotnie taniej niż w pierwszym przetargu – wybrana oferta jest warta niecałe 147 mln zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej