Niedawno w „Magazynie Radom” dr Łukasz Zaborowski przypomniał bardzo istotną kwestię dla zrównoważonego rozwoju kraju: deglomerację.

W największym skrócie określić ją można jako zmianę siedzib instytucji rządowych, znaczących spółek skarbu państwa, a także dużych firm prywatnych, z Warszawy na miasta prowincjonalne.

Realizacja w praktyce tego procesu (nie jest to jednorazowy akt) przyniosłaby korzyści mniejszym ośrodkom miejskim, w tym także naszemu miastu. Ułatwiłoby to jednocześnie życie mieszkańcom Warszawy oraz przyjeżdżającym obecnie do stolicy każdego dnia setkom tysięcy ludzi. Uliczne korki, hałas i zanieczyszczenie powietrza stałyby się nieco uciążliwe.

W debacie publicznej postulaty dowartościowania mniejszych ośrodków miejskich, a tym samym bardziej zrównoważony rozwój kraju pojawiają się i znikają w rytmie cyklu wyborczego. Co więcej, deglomeracja jest jednym z nielicznych zagadnień, co do którego istnieje zgoda ponad politycznymi podziałami. Tylko skrajni liberałowie odrzucają takie interwencyjne podejście.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej