Pod pismem rozesłanym do dyrektorów sądów podpisał się Artur Strumnik, dyrektor departamentu budżetu i efektywności finansowej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jak pisze, w związku z informacjami o akcji protestacyjnej pracowników sądu, której skutkiem jest brak obsady zaplanowanych wokand, zaleca podjęcie we współpracy z prezesami wszelkich działań, które mają zapewnić prawidłowe i niezakłócone działanie sądu. W pierwszej kolejności dyrektorzy mają przejrzeć kadry i sprawdzić, czy możliwe jest poprzesuwanie pracowników z różnych oddziałów do protokołowania rozpraw.

Można też rozważać, pisze dyrektor, zatrudnienie na umowy zlecenie osób, które mogłyby wykonywać czynności za pracowników przebywających w ramach protestu na zwolnieniu lekarskim. Tu dyrektorzy mają sięgnąć po listy z postępowań rekrutacyjnych i skontaktować się z osobami, które w rekrutacji brały udział, ale ostatecznie pracy nie dostały, ale „w trakcie procedury zostały poddane weryfikacji kompetencji i umiejętności”. Pieniądze na wynagrodzenie dla zatrudnianych na umowy-zlecenia miałyby pochodzić z oszczędności na wydatkach bieżących. Czy to oznacza, że w ostateczności dyrektorzy sądów będą mogli też zwrócić się o wsparcie do urzędów pracy? Według wyjaśnień dyrektora Strumnika przepisy kodeksu postępowania cywilnego nie ograniczają kręgu osób uprawnionych do protokołowania. Ale resort zaleca, aby do protokołowania rozpraw w procesach karnych kierować jednak pracowników sądu, a osoby zatrudnione w oparciu o umowę-zlecenie do innych spraw niż karne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej