Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O roli samorządu w naszym życiu i o tym, co udało się osiągnąć przez 30 lat, rozmawialiśmy z samorządowcami i ekspertami na debacie zorganizowanej przez „Gazetę Wyborczą” w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu. Partnerem konferencji był Samorząd Województwa Mazowieckiego.

Czy te 30 lat samorządu się nam udały? – Tak, udały nam się. Polacy zrozumieli rolę samorządu przez jedno pokolenie, więc możemy powiedzieć, że to sukces z nawiązką. Jest takie stwierdzenie, że polityk centralny myśli o kolejnej kadencji, a polityk lokalny o kolejnym pokoleniu. To na poziomie lokalnym istnieje odpowiedzialność w zakresie zarządzania rozwojem, przyszłością nie tylko gminy, ale jej mieszkańców – mówi dr Tomasz Śmietanka, radny sejmiku mazowieckiego, ekonomista zajmujący się rozwojem samorządów, a w latach 1998-2018 burmistrz Kozienic. – Nowe teorie zarządzania mówią o współrządzeniu w samorządzie, czyli o zarządzaniu gminą przez wójta, burmistrza czy prezydenta, ale z maksymalnym udziałem mieszkańców. To oczywiście sytuacja modelowa, ale do tego przez 30 lat dążyliśmy – dodaje.

"Samorządność mamy w głowach"

O tym, że fakt, iż nauczyliśmy się samorządności przez jedno pokolenie, jest kluczowy, mówiła też dr Maria Gagacka, socjolożka z Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu. – Istotą samorządności jest to, żeby obywatel czuł się u siebie. A tak się czuje, kiedy władza jest blisko, a on ma na nią wpływ. Na początku procesu transformacji Polacy jednoczyli się przeciw czemuś. To był dominujący sposób organizacji życia publicznego, potrafiliśmy sprzeciwiać się decyzjom – tłumaczyła.

Przez trzy dekady nasze spojrzenie na samorząd jednak zupełnie się zmieniło.

– Młode pokolenie nie zna ani nie wyobraża sobie sytuacji takiej, że nie ma na coś wpływu. To jest dowód normalności, nie myślimy w kategoriach takich, że musimy o coś walczyć, tylko że jest pewna rzeczywistość, w której funkcjonujemy. Możemy powiedzieć, że samorządność mamy w głowach – podkreśla dr Gagacka.

Jej zdaniem ważnym elementem jest to, że wypracowane zostały narzędzia, które mieszkańcom dają wpływ na władzę, np. konsultacje społeczne czy budżet obywatelski.

Wejście do UE dało samorządom zastrzyk gotówki

Goście naszej debaty zgodnie przyznawali, że jednym z przełomowych momentów w rozwoju samorządności w Polsce było wejście naszego kraju do Unii Europejskiej. To dało samorządom ogromny zastrzyk pieniędzy na inwestycje, czyli realizację potrzeb mieszkańców. Zwrócił na to uwagę Rafał Rajkowski, wicemarszałek województwa mazowieckiego. To właśnie samorządy województw odpowiedzialne są za dzielenie unijnych funduszy w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego – najważniejszego źródła unijnych dotacji dla gmin.

Fot. Marta Dudzinska/ Agencja Gazeta

– Dzisiaj wójtowie, burmistrzowie, prezydenci są aktywni i szukają finansowania swoich projektów ze wszystkich możliwych źródeł. Ale wzrosły też aspiracje i oczekiwania zarówno samorządowców, jak i lokalnych społeczności. Możemy powiedzieć, że dostępność funduszy unijnych rozbudziła w samorządach wyobraźnię o rozwoju – mówi Rafał Rajkowski.

Jednym z takich projektów dofinansowanych z mazowieckiego RPO jest warty ponad 70 mln zł projekt transportowy realizowany w Radomiu i powiecie radomskim. Jego najdroższym elementem jest zakup autobusów elektrycznych. Do ich posiadania obliguje nas ustawa o elektromobilności. Autobusy na prąd są jednak około 2,5 raza droższe niż diesle czy te na gaz. Czy jesteśmy w momencie, kiedy rozwój technologii i ekologia sprawiają, że zaspokojenie takich samych potrzeb mieszkańców wymaga coraz większej ilości pieniędzy?

Zdaniem posła, a do niedawna wiceprezydenta Radomia, Konrada Frysztaka na podobne projekty powinniśmy patrzeć w innym kontekście. – Rzeczywiście, bez funduszy unijnych przeprowadzenie takich inwestycji byłoby bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. A dzięki nim doganiamy Europę – uważa Frysztak.

Lokalnym politykom bardziej się ufa

Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej i Instytutu Badań Samorządowych, zwraca uwagę, że politycy na lokalnym szczeblu cieszą się dużo większym zaufaniem Polaków niż politycy na szczeblu centralnym.

– Jest na to wiele dowodów, a podstawowym jest frekwencja wyborcza. Im mniejsza gmina, tym większa frekwencja. W małych gminach samorządność rozwijała się szybciej, bo ludzie lepiej znali swojego wójta, burmistrza, radnych. Podobnie to wygląda w porównaniu polityków samorządowych i centralnych. Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że to wójt czy burmistrz remontuje drogę czy naprawia chodnik, a rola posła jest w pewnym stopniu dla mieszkańców abstrakcyjna – wyjaśnia Pawłowski.

Według niego pierwszy przełom samorządności w Polsce nastąpił jeszcze przed wejściem do UE. To wprowadzenie bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

– Do 1998 roku wybór prezydenta miasta był wyborem stricte politycznym. Od 2002 roku polityka stała się bardziej personalna. Mieszkańcy czują się bardziej związani z prezydentem, którego wybierają sami, ale też uważają go za personalnie odpowiedzialnego za sukcesy i niepowodzenia – tłumaczy Łukasz Pawłowski.

– Myślę, że ten system, który wskazuje mieszkańcom osobę odpowiedzialną z imienia i nazwiska, sprawdził się – dodaje.

– Często w badaniach mieszkańców miast zadajemy bardzo ogólne pytanie: czy w mieście potrzebna jest zmiana. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi na takie pytanie twierdząco odpowiadała większość mieszkańców m.in. Kielc i Nowego Sącza. I w obu tych miastach mieszkańcy wybrali nowego prezydenta. Podobna sytuacja była w Radomiu w 2014 roku – dodaje.

Zdaniem Rafała Rajkowskiego mieszkańcy nie tylko Mazowsza zdają sobie dzisiaj sprawę z tego, że samorząd jest dobrem wspólnym. – Powrót samorządów po okresie PRL-u udał nam się w Polsce, choć ta reforma nie została dokończona. Wydaje mi się, że samorządy jako gospodarze mogłyby odpowiadać za kolejne obowiązki, ale za tym muszą iść pieniądze – mówi wicemarszałek Mazowsza.

Obecnie do kasy samorządów na różnych szczeblach trafia część naszych podatków – połowa podatku PIT oraz około jednej czwartej podatku CIT. – Gdyby cały PIT i cały CIT trafiał do samorządów i one mogłyby tymi pieniędzmi zarządzać, byłoby to najlepszą formą dla rozwoju lokalnych społeczności, dużych miast i mniejszych miejscowości. Jako samorządowiec życzyłbym sobie takiego modelu i do takiego będę przekonywał parlamentarzystów – mówi Rafał Rajkowski

Zapis transmisji debaty:

Partnerem debaty był Samorząd Województwa Mazowieckiego.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.