Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast do połowy listopada musieli przygotować projekty przyszłorocznych budżetów. I od tego momentu słyszymy, że pieniędzy samorządowcom brakuje jak nigdy. Są miejscowości, gdzie budżety inwestycyjne będą nawet o ponad połowę mniejsze niż w 2019 roku.

Na zmianach w podatku PIT samorządy w Polsce stracą 7,9 mld zł. Samorządowcy domagają się rekompensaty utraconych dochodów przez zwiększenie ich udziału w podatkach PIT. Obawiają się jednak, że chodzi nie tylko o to, że pieniądze zostają w budżecie centralnym, żeby rząd Mateusza Morawieckiego miał za co realizować obietnice.

Ich zdaniem może dojść do sytuacji, w której realizowanie inwestycji samorządów będzie zależne od dotacji z budżetu państwa czy ministerialnych subwencji. Tak było na Mazowszu już we wrześniu tego roku, kiedy podzielono pieniądze z Funduszu Dróg Samorządowych. Okazało się, że lwią część dotacji dostaną wójtowie z PiS i to akurat ci, którzy kandydowali w październikowych wyborach parlamentarnych. A więc jeśli prezydent miasta będzie z PiS albo przynajmniej nie będzie władzy krytykował, będzie mógł liczyć na partyjne wsparcie.

– Po wyborach samorządowych widzieliśmy pewną blokadę u samorządowców z PiS w ubieganiu się o dotacje z budżetu samorządu Mazowsza. Nie starali się o nie, bo byli przekonani, że skoro na Mazowszu rządzi koalicja PO-PSL, to nie mają szans na uwzględnienie wniosków. Teraz są już odważniejsi, bo zauważyli, że nie kierujemy się kluczem politycznym. Ale to jest pewien sposób postrzegania rzeczywistości – mówi Rafał Rajkowski, wicemarszałek województwa mazowieckiego.

Zdaniem dr Marii Gagackiej, socjolożki z Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego, chodzi o wizję państwa scentralizowanego, gdzie jak najwięcej elementów naszego życia jest zależnych od władzy państwowej.

Lokalni politycy cieszą się dużo większym zaufaniem Polaków niż rada ministrów czy parlamentarzyści. Zdaniem ekspertów centralizacja władzy może przynieść bardzo złe skutki.

– Istotą samorządności jest troska o dobro wspólne, a ono zawsze wymaga porozumienia. Dobro wspólne nie może być dopasowywane do jakiejś konkretnej grupy. To już wpływa na sposób postrzegania samorządów przez mieszkańców. Nawet w małych gminach zaczyna się pojawiać kategoria „my i oni”. To tworzy dystans i zrywa więzi – mówi dr Gagacka.

Dr Tomasz Śmietanka, ekonomista, radny Mazowsza i przez 20 lat burmistrz Kozienic, mówi, że PiS-owi chodzi o podzielenie Polaków także na lokalnym szczeblu.

– To jest pewnego rodzaju obwinianie jednych o to, że drugim nie wyszło. Siłą samorządów w Polsce było to, że nie było w nich takich sporów. Jak się napuści ludzi nawzajem na siebie, łatwiej jest rządzić, ale tylko do pewnego czasu. Nie można pogodzić lokalnej samorządowej wspólnoty nawet z programem jedynej słusznej partii politycznej, nawet gdyby to był najlepszy program. Słyszę w „Wiadomościach”, że problemy pana Nowaka z Kołobrzegu i pana Kowalskiego z południa zostały rozwiązane przez premiera. To jest bzdura, manipulacja polityczna – tłumaczy.

Zasadę działania PiS-u samorządowcy pokazują na przykładzie budżetów obywatelskich, których popularność rosła od kilkunastu lat, ale nie było to w żaden sposób sformalizowane. Każde miasto ustalało swoje zasady. Od tego roku o tym, jak budżet obywatelski w samorządach ma działać, mówi znowelizowana ustawa o samorządzie gminnym.

– To jest przekonanie, że przepisami da się wszystko zorganizować. Nie da się. Nawet jeśli w budżetach obywatelskich zdarzały się jakieś dysfunkcje, to były one marginalne. Na gruncie lokalnym najlepiej sprawdza się działanie według pewnych utartych, akceptowanych zwyczajów. Regulacja ich ustawą może przynieść więcej skutków negatywnych niż pozytywnych – mówi Maria Gagacka.

Jej zdaniem możemy mówić o procesie osłabiania samorządów. Przybywa im obowiązków, a nie ma to pokrycia w budżetowych dochodach. To chociażby subwencja oświatowa, która nie wystarcza gminom i powiatom do utrzymania szkół. Z lokalnych budżetów trzeba dokładać nawet setki milionów złotych w największych miastach.

– To ciężko wytłumaczyć mieszkańcom, bo budżety cały czas rosną, chociażby dlatego, że przepływa przez nie 500+ i to się uwzględnia w dochodach, ale nie ma wpływu na inwestycje – tłumaczy Łukasz Pawłowski, prezes Instytutu Badań Samorządowych. – Samorządowcy długo pracowali na zaufanie mieszkańców i wyzwaniem będzie jego utrzymanie. To będzie wyzwanie większe niż kryzys w 2008 roku, bo wtedy pieniędzy brakowało wszystkim. Teraz mamy sytuację, w której rząd pieniądze rozdaje, a od władz miast mieszkańcy słyszą, że ich brakuje i trzeba podnosić ceny biletów autobusowych i opłaty za śmieci – wyjaśnia.

Jak mówi, IBS bada mieszkańców polskich miast, pytając między innymi o to, kogo Polacy obwiniają za wzrost opłat i lokalnych podatków. – Zbieramy dane, ale przypuszczam, że zostaną wskazani prezydenci miast. To do lokalnej władzy ludzie mają pretensje, że muszą płacić za coś więcej albo że burmistrz nie wyremontował im drogi.

Samorządy powinny mieć i robić więcej

Samorządy w 2020 roku będą miały mniej pieniędzy na inwestycje, bo stracą część dochodów i zmagają się z rosnącymi kosztami. Jak powinny być finansowane gminy, powiaty i województwa?

Rafał RajkowskiRafał Rajkowski 

Tomasz Dybalski: Samorządowcy skarżą się, że trudno im dopiąć budżety na 2020 rok. Wójtowie i prezydenci ustawiają się w większej niż zwykle kolejce z wnioskami o wsparcie inwestycji z budżetu Mazowsza?

Rafał Rajkowski, wicemarszałek województwa mazowieckiego: Zdecydowanie widać tę tendencję, że gminy i powiaty oczekują coraz większego wsparcia swoich inwestycji od samorządu województwa mazowieckiego. W projektach budżetów gmin na 2020 rok fundusze na inwestycje to czasami połowa, a nawet tylko jedna trzecia kwoty, którą samorządy mają do dyspozycji w 2019 roku. Odczuwam taką potrzebę i staramy się tak przygotować nasz budżet, żeby wystarczyło na wsparcie jak największej liczby projektów. Samorząd województwa mazowieckiego ma też jednak swoje problemy, odczuwamy spadek dynamiki w gospodarce, co wpłynie na pieniądze z podatku CIT spływające do budżetu województwa.

Samorząd województwa też musi zacisnąć pasa?

Mamy dwóch przewoźników kolejowych: Koleje Mazowieckie i Warszawską Kolej Dojazdową, a cena prądu trakcyjnego wzrosła o 70 proc. To dodatkowy wydatek rzędu 50-60 mln zł w 2020 roku, który będziemy musieli pokryć z budżetu samorządu Mazowsza. Do budżetu samorządu wpływały pieniądze, które Totalizator Sportowy przekazuje na rozwój infrastruktury sportowej. Teraz te pieniądze będą w dyspozycji ministra sportu. Takich przykładów jest więcej, robimy jednak wszystko, żeby nasi mieszkańcy nie odczuli tego albo odczuli to w jak najmniejszym stopniu, bo przecież sami muszą zmagać się z ogólną drożyzną.

Skąd w takim razie samorządy mają wziąć pieniądze?

Sytuacja, z jaką mamy do czynienia, musi zostać zweryfikowana, ale myślę, że będą nią dopiero następne wybory. Ale to najlepsza metoda weryfikacji. Moim zdaniem potrzeba nam zmian systemowych, dzięki którym samorządność będzie mogła się rozwijać. Obecnie do kasy samorządów na różnych szczeblach trafia część naszych podatków – połowa podatku PIT oraz około jednej czwartej podatku CIT. Gdyby cały PIT i cały CIT trafiały do samorządów i one mogłyby tymi pieniędzmi zarządzać, byłoby to najlepszą formą dla rozwoju lokalnych społeczności, dużych miast i mniejszych miejscowości. Jako samorządowiec życzyłbym sobie takiego modelu i do takiego będę przekonywał parlamentarzystów

„Mazowsze rozmawia”

„Mazowsze rozmawia” to akcja „Gazety Wyborczej”, której partnerem jest samorząd województwa mazowieckiego. W jej trakcie chcieliśmy pokazać sukcesy samorządności w Polsce w ciągu 30 lat po upadku PRL, a także zagrożenia, jakie mogą czekać samorządy w najbliższym czasie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.